Nie każdy może wyjechać na urlop lub szkolne wakacje za granicę. Do kraju faraonów, na szczyty Kilimandżaro, czy szlaki Inków. Nie wszyscy będą też mogli zwiedzać Polskę. Ale dla tarnogórzan, którzy zostaną w swoim mieście, też może się ono okazać ciekawe. Trzeba tylko spojrzeć na nie okiem turysty, a nie mieszkańca. I jeszcze zrobić konkursowe zdjęcie.

   
Kościół św. Anny oraz portal kamienicy przy ul. Gliwickiej 4, fot. Marek Panuś

Jeśli podczas spaceru po mieście usiądziemy przy lodach na przykład na Rynku, popatrzmy choćby na ratusz. Czy jest nam tak dobrze znany, wszystko już o nim wiemy? Niby tak, ale zaraz, zaraz, kiedy go właściwie zbudowano? Nie trzeba od razu sięgać do przewodników w poszukiwaniu daty wzniesienia ratusza, bowiem znajduje się ona nad… No właśnie, gdzie? Wykuta w żółtym piaskowcu data jest wyraźnie widoczna na wykuszu, wieżyczce zwanej belwederem. A tarcza herbowa pod posągiem gwarka, czy raczej górnika stojącego w niszy fasady ratusza? Czy prosty górnik miał herb? Nie, to tarcza z herbem jednego z założycieli miasta – Jerzego Brandenburskiego, którego posąg kiedyś tu stał.

Autor tekstu: Alicja Kosiba-Lesiak

Autor zdjęć i mapki: Marek Panuś

Artykuł ukazał się w Gwarku z dnia 27 lipca br.

Gdyby ta chwila dla miasta przydarzyła się w niedzielę, wstąpmy do kościoła ewangelicko-augsburskiego pod wezwaniem Zbawiciela przy Rynku. Będziemy mogli, nie przeszkadzając oczywiście wiernym, obejrzeć jego wnętrze. Zwróćmy tam uwagę na witraże. Porównując je potem z tymi z kościoła Piotra i Pawła, będziemy mogli się zastanowić, czym się różnią i dlaczego. Na fasadzie znajdziemy też pamiątkową tablicę ku czci urodzonego w Tarnowskich Górach i ochrzczonego w tym kościele Carla Wernicke, lekarza światowej sławy.

Może na chwilkę do muzeum? Nawet, jeśli tam już byliśmy przed laty, warto zajrzeć. Zawsze znajdziemy coś nowego. Na pewno pozwolą nam popatrzyć przez okno kamienicy Sedlaczka na Rynek. Przymykając oczy poczujemy się jak starosta bytomski, który tu miał siedzibę i pewnie nie raz patrzył na mieszczan tłoczących się na Rynku lub w podcieniach przy straganach sprzedawców.

 Wybiegająca od rynku ku nieistniejącej już Bramie Krakowskiej ulica, to dawny trakt wiodący do Krakowa, wzdłuż którego wakacyjnych spacerowiczów zaskoczą fasady kamienic, zbudowanych niegdyś przez gospodarnych i zamożnych mieszczan tarnogórskich. Ile twarzy i postaci ludzkich, ile kwiatów, owoców, tajemniczych i egzotycznych ornamentów umieścili na nich ich budowniczowie!     

A inne ulice staromiejskie Tarnowskich Gór? Może poczujemy na którejś zapach cebulowego chleba. Skuszą  ciastka, jakaś mała restauracyjka w starym domu. Zapewniam, że Tarnowskie Góry warte są spaceru z rodziną, dziewczyną, chłopakiem. Kto woli sam  pobłądzić ulicami, którymi co dzień nie chodzi, też na pewno się nie zgubi. A są jeszcze szlaki dla wędrówek pieszych czy rowerowych wycieczek. Modny teraz ” nordic walking ” sprawdzi się dobrze na starych nasypach wąskotorówki, polnych drogach wśród pól. Od Rynku do hałdy popłuczkowej, to zaledwie 3,5 kilometra. Jej szczyt oferuję pełną panoramę miasta, widoki na jego bliskie i dalsze otoczenie.  

Jeśli przyjadą goście z dalekich stron, zabierzmy ich z sobą koniecznie. Dla nich to miasto będzie jeszcze całkiem inne niż dla nas.

Kto taki dzień lub tylko kilka krótkich godzin z miastem zaplanuje, może wziąć ze sobą przewodnik. Tak na wszelki wypadek. Bo może zechcemy coś sprawdzić albo sobie przypomnieć, bo stali mieszkańcy niczego przecież o swym mieście nie muszą się uczyć, wiedzą wszystko. Powiedzmy, że wszystko.

A w każdym miejscu i zakątku, można zrobić zdjęcie. To nie prawda, że wszystko już zaklęto w kadry. Poza tym, wszyscy widzimy indywidualnie, a więc inaczej niż inni. Każdy może znaleźć ujęcie, którego nie zrobił jeszcze nikt. Jeśli nawet nie przyda się na konkurs, to może kiedyś przypomni nam, jak wyglądało miasto w podczas lata 2010 r. Bo ono się zmienia stale, choć tego na co dzień nie zauważamy. Kiedyś będziemy mogli porównać, co się zmieniło, przypomnieć sobie osoby, które spacerowały z nami przed laty.

Wakacje w Tarnowskich Górach wcale nie muszą być nudne, więc – mapkę, aparat i w drogę.